piątek, 19 maja 2017

Część III Rozdział 6 "Dziwne Relacje"

Kim była nowa dziewczyna w klubie kronikarskim? To pytanie nęciło mnie bardziej niż stosy albumów leżące na Jonaszu i Adamie. Gdy tamta dwójka zbierała się z podłogi, ja nie mogłem oderwać wzroku od nieznajomej.
Postawa dziewczyny wykazywała na surowe wychowanie. Była tak wyprostowana jakby połknęła kij. Na szczęście nie była chuda jak patyk. Jej sylwetka była umięśniona, co stwierdziłem patrząc tylko na niemalże idealnie wyrzeźbione nogi w legginsach. Górne partie ciała zakryte miała długą bluzką. A może było to wyjątkowo krótkie kimono? Sam dokładnie nie wiem, ale było ciemne ze wzorem w duże złote kwiaty.
 Dziewczyna miała typowo azjatycką urodę. Skośne oczy z każdą chwilą nabierały co raz to głębszego odcienia brązu. Usta i nos maiła drobne. Włosy nastolatki były długie i czarne jak noc. Jeden z kosmyków związany miała jasną gumką, a reszta została puszczona wolno.
- Hej Sev, nie otworzysz prezentu? – Jonasz przerwał moje zamyślenie. – No dalej, chcę zobaczyć twoją minę.
- Jak tak mnie popędzasz, to tym bardziej nie mam ochoty tego widzieć – mówiłem lekko zdezorientowany.
- No weź… - Jonasz robił błagalną minę. – Szybko, a później pomożecie nam sprzątać.
- Założyliśmy się, czy się załamiesz naszą głupotą. Ja myślę, że nie sjest jeszcze tak źle. – Adam uśmiechał się trochę podejrzanie.
- Naprawdę się was boje chłopaki…
Niechętnie zacząłem rozrywać ten dziecinny, bladoróżowy papier z wzorkiem w jednorożce. Oczywiście pod nim było zwyczajne pudełko z tektury falistej. Wyrzucam papier na podłogę i próbuję przebić taśmę klejącą paznokciem. Zupełnie zapomniałem o tym, ze mam manie obcinania paznokci. Były za krótkie, ale smocze pazury już nie…
Odwróciłem się i dyskretnie zmieniłem swoją rękę w łapę smoka. To była jedyna sztuczka, której się, nauczyłem przez ten czas. Bujna wyobraźnia naprawdę pomogła.
Udało mi się szybko rozedrzeć taśmę. Pozostało tylko jedno – otworzyć pudełko. Miałem spore obawy co do tej prostej czynności. Już wyobraziłem sobie jak coś wyskakuje stamtąd prosto na moją twarz. Zakład chłopaków tylko pogarszał sprawę. Czy oni naprawdę nie mogliby posłuchać mnie i nie kupować mi prezentów? W końcu ja nigdy nic im nie kupiłem. Mój portfel przez większość roku wypełniony jest kilkoma centami, paragonami oraz łuskami z karpia.
Przemogłem się w końcu i uchyliłem wieko. Nie słysząc żadnych podejrzanych dźwięków, spokojnie otwarłem pudełko do końca. Pierwszą rzeczą jaką ujrzałem był kawałek blachy falistej przykrywającej całą resztę prezentu. Podniosłem wzrok na kolegów. Ci dwaj stali metr przede mną z uśmiechami od ucha do ucha.
- Falowana blaszka… - Jonasz odrzekł rozkładając ręce. Chwilę później obaj już zwijali się ze śmiechu.
Przewróciłem oczami i wyciągnąłem blachę z pudełka. Dałem ja do potrzymania Kate. Pod nią kryło się kilka przedmiotów: dwa bilety lotnicze do Waszyngtonu i jeden do kina w tymże mieście.  Obok była jeszcze woda kolońska, czekolada oraz książka. Wyjmowałem po kolei to wszystko i podawałem Kate do potrzymania. Byłe pewien, że jest coś jeszcze, coś niebywale głupiego. Znalazłem! Częścią kulminacyjną prezentu okazała się być opaska ze starego anime, które swego czasu obejrzałem. Może i nazwanie tego opaską było przesadą. Był to ochraniacz na czoło, miał wygrawerowany symbol charakterystyczny dla tej serii. Byłem tak podekscytowany, ze oczy chyba mi świeciły. Rzuciłem pudełko na ziemię i obrałem ochraniacz.
- Wasza głupota? Raczej wasz geniusz! – krzyknąłem uradowany do kolegów. – To jest super!
- Czyli, że nie załamaliśmy cię? – Adam był widocznie zszokowany. Razem z rudzielcem stali i patrzyli na  mnie z zawodem.
- Czyli to ja wygrałam zakład! – do rozmowy włączyła się dziewczyna z kółka kronikarskiego. – Mówiłam ci, że mu się spodoba, Adam-senpai.
- A ja myślałem, że to niemożliwe. – Jonasz uśmiechnął się do czarnowłosej.  – Severin Holmes przyjął prezent urodzinowy z radością.
- Masz rację – śmiał się Adam. – To była szansa jedna na milion. No dobra, to który z nas ma dać swoje zdjęcie, Hanta-chan? – zwrócił się do koleżanki.
- Obaj przegraliście, więc dostaję dwa zdjęcia.
- Przepraszam, że przeszkadzam wasze utargi, ale my się chyba jeszcze nie znamy – wtrąciła się Leo. – Jestem Leona Przypadek, ale mówicie mi Leo.
- Ja jestem Jonasz, pewnie już o mnie słyszałaś – chłopak przedstawił się nonszalandzko.
- E… tak. Sev coś o tobie wspominał.
- Nazywam się Hantādoragon Yuri, miło mi cię poznać, Leo-san.  - Dziewczyna skłoniła się nisko. Po czym zwróciła się do mnie i Kate – I was także.
- Jestem Kate Foot.– moja przyjaciółka wyciągnęła rękę do Hanty. – A to jest Severin Holmes.
- Mogę mówić ci Kate-chan? – zapytała niewinnie. Brzmiała naprawdę uroczo.
- Jasne, czemu nie – Kate odpowiadała równie beztrosko. – Pochodzisz z Japonii, co nie? Stąd te końcówki?
- Tak – dziewczyna potrzasnęła głową.
- Masz bardzo ciekawe nazwisko – próbowałem jakoś się do niej odezwać. Jak ja nie lubię rozmawiać z innymi ludźmi… – Co oznacza?
- W dosłownym tłumaczeniu to będzie „Lilia, łowca smoków” – Hanta odezwała się w moim kierunku z niezwykła oschłością w głosie. Wszyscy spojrzeliśmy na nią wtedy ze zdziwieniem. Wyglądało to tak, jakby żywiła do mnie jakąś urazę. – O to ci chodziło, Holmes?
- Łowca smoków? Nie wiem czy chcę wiedzieć skąd wzięło się to nazwisko. – Mówiłem powoli się wycofując się powoli z pomieszczenia.
- Uwierz mi, nie chcesz.
W myślach się z nią zgodziłem. Coś mówiło mi, że muszę unikać tej dziewczyny, w szczególności dlatego, że jestem smokiem. W mojej głowie usłyszałem lekko syczący głos: „Czuję przy niej potężny cień, musimy mieć ją na oku”. Miałem ochotę jak najszybciej opuścić pokój, ale Adam zatrzymał mnie. Miałem przecież pomóc im poukładać wszystkie stare albumy na półkach. Nie mogłem im teraz odmówić.
Całą szóstką szybko uwinęliśmy z tą robotą. Wystarczyło tylko układać je według roczników. Problemem było jedynie to, ze cały czas unikałem spojrzenia Hanty. Kate szybko wyczuła to i odciągała Japonkę z dala ode mnie. Upuściła przy tym jeden z albumów. Upadł on na marmurową posadzkę i otwarł się. Ukazały nam się zdjęcia absolwentów szkoły. Musicie wiedzieć, ze to był chyba najstarszy ze wszystkich zebranych egzemplarzy. Na górze strony widniał napis „Absolwenci 2045 – klasa 3B”, niżej widniało ze trzydzieści zdjęć. Adam podniósł album u przyglądał się mu z uśmiechem. Zaraz przy nim stanęła Leona, wyglądała jakby ogarnęła ją ogromna nostalgia, nie… to była po prostu tęsknota. W końcu ona miała skończyć szkołę w tamtym roku. Widziała zdjęcia swoich rówieśników.
- To było zaledwie rok po tamtej tragedii, a oni wyglądają na tak radosnych – powiedziała łagodnie. – Szkoda, że nie mogli być w komplecie.
- Co masz na myśli? – Jonasz podszedł do nich zaciekawiony. Chwilę później wszyscy otoczyliśmy album. – Skąd możesz wiedzieć, czy byli w komplecie?
- Ich wychowawca zmarł rok wcześniej. – Wskazała na czarno-biale zdjęcie w górnym rogu. – Jest tu napisane: „Profesor Vincent Leg 29.11.1999 – 23.04.2044”.
- Kate, on jest trochę podobny do twojego ojca – zaśmiał się Adam.
- Och, znaleźliście zdjęcie Vincenta? – znikąd pojawił się nasz znajomy duch. Wyglądało na to, że tylko Leo, Kate i ja mogliśmy go widzieć i słyszeć. – Vinci to mój kuzyn. Zginął po tym jak jego żona i córka poświęciły się by ratować nas wszystkich.
- Patrz Jonasz! Tu jest ktoś z twoim nazwiskiem – Adam krzyknął wskazując na zdjęcie rosłego bruneta z długimi włosami. Chłopak nosił okulary. – Tu jest napisane „Stanowy mistrz WoW’a – Claus Falco”.
- Widzisz Adam, ja mam granie w genach – Rudowłosy puszył się jak paw.
- O! Nazwisko Leo też jest… - Hanta wskazała na fotografię brązowowłosej dziewczyny przypominającej naszą znajomą.
- Gdyby nie to, że ten album ma trzysta lat, powiedziałbym, że to ty – Adam zwrócił się do niebieskowłosej. – Nawet imię ma takie samo.
- To na pewno przypadek – dziewczyna uśmiechnęła się na siłę.
- Tak naprawdę to ona – stwierdził duch. – To dowód na to, że uda jej się wrócić do domu.
- Ta… Leona Przypadek – powiedziałem cicho do siebie.
Adam z zaciekawieniem przewrócił na następną stronę, gdzie widniały zdjęcia uczniów z sąsiedniej szkoły, która w 2044 została poważnie uszkodzona. Tamci uczniowie musieli uczyć się tutaj. Brunet szybko ogarnął wzrokiem obie strony i z uśmiechem stwierdził:
- Tu są moi przodkowie „Gość z innego świata – Aleksander Olczak” oraz „Prawie martwy – Patryk Pattison”.
- Rikuś… - usłyszałem cichy jęk Leo, która wpatrywała się w podobiznę drugiego z wyżej wymienionych chłopaków.
- Anioł stróż naszej Leo – zaśmiał się duch. – Z nim to było zamieszanie.

Przyjrzałem się obu fotografiom. Pattison był brunetem, jak Adam. Miał owalną twarz, lekki zarost. Charakterystyczną cechą jego wyglądu była opaska na lewym oku. Natomiast Olczak miał odrobinę ciemniejsze włosy. Jego oczy mieniły się wieloma odcieniami błękitu, lecz skryte były za okularami. Mój przyjaciel miał odrobinę z każdego z nich.

1 komentarz:

  1. Przeczytałem wszystko od początku do końca i powiem, iż z każdym rozdziałem pismo stawało się coraz lepsze. Jedyny problem miałem z czasem. Były takie fragmenty, gdzie nagle z czasu przeszłego było przejście na teraźniejszy i z powrotem. To jednak zdarzyło się chyba z trzy razy, także to nie problem. Ogólnie to super. Łapka w górę ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Opowieści Kattys , Blogger